|
|
czwartek, 03 listopad 2011, 12:47
Maroko 2011
|
Tym razem wyszło Maroko. Pomysł był szalony, bo pojechaliśmy całym TIRem motocykli... niebawem podeśle relacje i zdjędcia... ale juz teraz napisze podsumowanie... Nie Cierpie Arabów i całej ich kultury. Zwiedzanie miast uważam za szalony pomysł, z seri ogladania własnych odchodów... ale za to teren..... i własnie teraz napisze takie powiedzenie, które tam ma w 100% rację! Bóg stworzył Teren a ludzie - Miasta! Omijajcie tam wszelkie skupiska cywilizacji... rozkoszujcie sie górami i pustynią, najlepiej pod namiotem lub gołym niebem. Każdy Arab chce cię naciągnąć na kase, oszukać, lub pomylić sie na swoja ( zawsze) korzyść!. Wszyscy mieliśmy ich dość... a mnie tak juz pewnie zostanie na długo.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
sobota, 05 luty 2011, 15:34
Hiszpania-Afryka X 2011
|
| No i stało się, pewnego dnia pod wpływem wypitych napojów, przestałem czekać i wziąłem sprawy w swoje rece... Powstał pomysł.. Nie oglądac sie na kumpli... tylko ogłosić plan załadowania pełnego TIRa motocykli w Krakowie i wysłać je do Malagi w Hiszpanii. Tam dolecimy samolotem a dalej zobaczymy! I tak sie porobiło.. Ludzie sie zgłaszają... Wielu nie znam... Już nas 8 osób kupiło bilety na samolot. Dwóch przewoźników podało ceny i sa gotowi jechac.. Jakby ktos chciał to sie zgłaszajcie... Pierwszy termin 1-15X drugi 15-29X .. Oj bedzie sie działo... ;-) Szkoda tylko, że wiekszość chce jechać omijając pustynie.... ale pewnie znowu sie urwę w bok gzieś sam... |
|
Komentarzy:
0
|
|
sobota, 03 kwiecień 2010, 11:21
Koniec wyprawy
|
Mijały dnie i tygodnie a moto płynał sobie do Polski. Marek monitorował jak mu to idzie, aż w Niedziele dopłynął do Gdańska! Od piątku naciskałem na spedycje do jak najszybszego wydania mi motocykla. W poniedziałek sie nie da, bo złożą tylko wniosek o rozładunek kontenera... We wtroek się nie da, bo rozładuja tylko kontener, środę może sie da, ale lepiej czekać, az dadzą znać, że sie da.... Qrna, jak w Urugwaju. Chłopaki, też jakoś mało zdecydowani na odbiór nic mi nie pisali kiedy chcą odebrać swoje motocykle, więc napisałem wszystkim , że jadę w środę odebrać motocykle z Pretorem i Władkiem, nie czekając już na ich maile. W poniedziałek o 18tej wsadziłem tyłek w ciężarówke. Środa o 6 rano, zabrałem Pretora z Warszawy. Zanim to miasto dostało porannego zatwardzenia ( korki) , byliśmy juz w drodze do Gdańska. Pomimo polowania okupanta na nas ( Misiaki), dotarliśmy tam juz o 11 tej. A tam nic... Jak zwykle nikt nic nie wie... Pan lub Pani ( nie wiem jaką duszę ma ten facet), dopiero po naszym telefonie, że już jesteśmy w porcie, zabrał sie za wypełnianie dokumentów! Exellent! JUż po 2 godzinach przyjechał do portu je złożyć. Wiecie dlaczego podjeli sie spedycji naszej wyprawy. Bo nikt normalnie pracujący nie zleca na pewno im roboty po raz drugi. Godzinke potem okazało się, że dzisiaj sie nie uda odebrać motocykli, bo niedawno pies od narkotyków coś w nich wyczuł , a dzisiaj go już nie ma bo pojechał kalibrować nos! NO i w tym momencie zalała mnie krew. Najpierw udaliśmy sie do kierownika zmiany celników ( co mamy do stracenia? Nic!) Pan ze spedycji blady ze strachu. W gatkach ma pewnie kupkę. Ale Pan kierownik, uczynny i spoko, obiecał po 3 minutach, że zrobi dzisiaj co trzeba, ale operacyjni nas muszą puścić. Lecimy więc piętro niżej... Wychodzi antyterrorysta i gada, że psa juz nie ma i będzie jutro... ale zobaczył nasze miny... + Pana z kupka w gaciach i obiecał zadzwonić do szefa wszystkich szefów. 15 minut potem obiecał , że pies przyjedzie, jak mu skończą regulować ten nosek... Hurra! Da sie nie? Godzinke potem, przyjechała piekna czarna sunia Labradorka. Polubiliśmy sie nawzajem, ale troszke stracha mieliśmy z tymi narkotykami. Przecież nie mamy pojecia co się działo z tymi motocyklami przez kilka tygodni! Ci sie nas pytaja, czy mieliśmy kontorle podczas załadunku itd.... Tak sobie myślę, że jak tam coś ktoś wsadził, a mi wsadzili już jednego pracownika dopiero co w tej intencji, a drugiego ścigali dłuuugo... to mnie ani chybi bez pytania też wsadzą na kilka miesięcy do wyjaśnienia...wrrrr... Ale piesek, siadł dwa metry od maszynek i nic.... ani mrugnie... a ci nam każą demontować, otwierac itd... a on nic... Zapomniałem kluczyków, wiec musiałem sie włamać do kuferków... a on nic.... Odpuścili mi włamywanie sie do zbiornika paliwa i pod siedzenie..i udało sie w końcu! Tomka motocykla nam nie wydadzą, bo niezbedne jest upoważnienie notarialne! Pan ze spedycji obiacał Tomkowi, że sie da...ale to przecież było by bez sensu.... Bo nawet w filmach cos trzeba mieć...chociażby połowe banknotu hihihih. Ładujemy motocykle i wyszło, że czwarty i tak by sie nie wcisnał do cieżarówki! Płyty transportowe też kazali nam zabrać, więc dwie zmieściliśmy wieszając je pod sufitem nad motocyklami! Tak już o 19tej wyjechaliśmy z portu szcześliwi że sie udało, z przekonaniem, że nasza spedycja, to stado oszołomów, którzy pracuja w totalnym amoku bez ładu i składu. Troszke już mnie sen zbierał, bo przecież za mną była nieprzespana noc... a tu qrna znowu wojna partyzancka z Misiakami. Nie lubię mieć dużo punktów na koncie, bo mnie to stresuje. W Warszawie jesteśmy o 12 w nocy... do Kielc docieram o 2giej i w końcu ide spać. Czwartek upływa mi szybko, na szkoleniach ludzi w Kielcach i wieczorem 1 Kwietnia o 21szej docieram z motocyklem do Domu! Tak kończy sie ta wyprawa. Teraz pozostaje mi zająć sie obróbką tysięcy zdjeć, które w porcie przegrałem z wyprawowego komputerka Pretora i czekać aż on skończy produkcję niemal profesjonalnego filmu z wyprawy. Motocykl powitałem z łezką w oku. Wszyscy są przerażeni jak bardzo jest brudny! A przecież nadal piekny. Kolejny kumpel kupił motocykl wyprawowy, więc rośnie szansa , że kolejne wyprawy odbedą się z kimś z moich znajomych. A teraz zabieram sie za zdjęcia, bo nawet 1000 słów nie zastapi jednego zdjęcia.
Wesołych jajek świątecznych! |
|
niedziela, 28 luty 2010, 21:56
Minał tydzień od powrotu..
|
Obrobiłem troszkę zdjęć które możecie oglądnąć na stronie:
picasaweb.google.pl/CMRiderKrk/OstatniaPartiaZdjecZAmerykiOd9021010DoKoncaWyprawy#
Reszta zdjęć za jakiś miesiąc, jak odbiorę motocykl z portu Gdańskiego. |
|
niedziela, 21 luty 2010, 15:48
Niezręczna próba podsumowania
|
Na początek mapka przygotowana przez Marka - kumpla z liceum pracującego w Porcie Gdańskim i kibicującego mi goraco pomimo, że nie jest motocyklista! Dzięki piekne za pomoc!
W ciągu tych 47 dni podróży pokonałem na motocyklu około 13200 km. Piszę około, bo GPS liczył mi to dokładnie, ale padł..a więc odtworzyłem to tylko z przebiegu motocykla na początku i na końcu trasy. Odwiedziłem 3 kraje - Uragwaj, Argentyne i Chile. Granice przekraczaliśmy tyle razy, że już lepiej wiedzieliśmy jak maja wyglądać dokumenty celne niz celnicy. Najwyższe temperatury w jakich musiałem jechać to było 40 stopni. Najniższe - minus 1,5 stopnia. Spadło mi na łeb tyle deszczu, w czasie jazdy, co za całe moje dotychczasowe życie. Zaraz potem słońce, niszczyło nam detki, rozgrzewając afalt i nasze koło, do pewnie 60-70stopni...
Motocykl spisał się na medal, za co go kocham okrutnie i żal mi się z nim było rozstać. Był jak żywy koń, towarzysz... Wszelkie defekty motocykli, zauważyłem, że były z winy ludzi... czy to kierowców,czy to mechaników, czy sprzedawców,oferujących chińskie czy inne gówniane dętki, łańcuchy itd... 47 dni okazało sie znacznie zbyt krótkim okresem, na zobaczenie i poznanie tych krajów. Potrzeba by chyba 3 razy takiego czasu... i nad tym teraz będe marzył... Na pewno, warto przed wyjazdem zaplanować sobie trase i trzymać sie planów, ponieważ, czasami można przejechać koło jakiegoś super rezerwatu znanego na cały świat, nie wiedząc nawet o tym!
Dla mnie cała trasa z Montevideo do Ushuai, to strata czasu i warto ominać wszelkie równiny i step, jak się nie ma czasu tyle co rencista.... Za to na pewno warto przejechać wszelkimi możliwymi górskim przełęczami przez Andy! Sami ocenicie to po zdjęciach... Warto tam też pobyć i ? oczywiście, ale wtedy musisz zapłacić 10% więcej... i tego typu numery.... MNie to psuło bardzo chumor i nastawienie dotych ludzi... Czasami mnie zaskakiwali na plus.....częsciej na minus.... Tylko przyroda zawsze mnie zachwycała. Chilijcycy są mniej dwulicowi, ale tylko przez zbliżenie obu lic, do siebie, słowem mniej serdeczni, ale też mniej grający w preta ;-) ... Wszystkie 3 narody, maja chopla na punkcie swoich krajów, i najważniejsze było dla nich usłyszeń, że dany kraj jposzwędać się na tych wysokościach, jak Polscy wspinacze których spotkałem. Niewarto jechać tam w 6sciu facetów ( chyba że sa wykastrowani) hihihihi .... Idealne wydaje sie być podróżowanie samemu do maks 3 motocykli... albo samemu ze swoja kobietą... + ewentulanie druga para , ale już sprawdzone we czworo w wyprawach. 95% trasy mozna było pokonać samochodami terenowymi.
Narody:
Mamy zdania podzielone, bo tacy też są Ci ludzie... z jednej strony serdeczni, otwarci, usciskujący Cię ,zagadujacy itd... słowem cód mniód i malinka...a z drugiej, obdzierający Cie w każdy mozliwy sposób z kasy bez najmniejszego zażenowania, z tego tytułu, że jesteś obcokrajowcem, a więc jakby zbyt bogaty, a oni sa przecież niby zbyt biedni... hihihih... Płacisz kartą, bo jest naklejka jak byk, na drzwiach - oczywiście, ale wtedy musisz zapłacić 10% więcej... i tego typu numery.... Mnie to psuło bardzo chumor i nastawienie do tych ludzi... Czasami mnie zaskakiwali na plus.....częsciej na minus.... Tylko przyroda zawsze mnie zachwycała. Chilijcycy są mniej dwulicowi, ale tylko przez zbliżenie obu lic, do siebie, słowem mniej serdeczni, ale też mniej grający w preta ;-) ... Wszystkie 3 narody, maja chopla na punkcie swoich krajów, i najważniejsze było dla nich usłyszeć, że dany kraj jest najfajniejszy... jest najfajniejszy... cięzko nam to przechodziło przez gardła w Urugwaju, gdzie nie ma nic ciekawego, poza kawałkiem fajnego wybrzeża, jedynego na którym sie wykapaliśmy...
Nic nie napisże, ile kosztowała ta wyprawa, bo rodzina czyta hihihih... ale wszystkie te kraje okazały sie mocno droższe niż sie tego spodziewalismy, a zwłaszcza Urugwaj.
|
|
niedziela, 21 luty 2010, 13:20
Przyleciałem do Krakowa!
|
W Madrycie nasz spóźniony samolot,spowodował, że nie złapalismy naszego lotu do Monachium! Przebukowali nas po krótkiej walce na kolejny lot i polecielismy sobie do Monachium modląc się, o udaną kolejną przesiadkę. W Monachium mieliśmy jakieś 15 minut na zmiane samolotu i udało się! Dotarłem do Krakowa - ale też bez walizki hihihih... Dziwnie na mnie patrzyła celniczka, bo od razu spytałem się, gdzie sie składać reklamacje, i czy mozna zajrzeć w system czy w samolocie była moja walizka, bo mi szkoda czasu na czekanie, jak jej na 99% tam nie ma... Nie wierzyła, aż przyszły bagaże, wszyscy odebrali, poza 3 osobami, w tym oczywiście mnie.
Złożyłem reklamacje i poszedłem na spotkanie ze swoimi dziewczynami!
Potem od razu naprawiłem bramę wjazdową w domu i zasnąłem snem kamiennym. Nawet nie skusiłem się na Ciechana!
Dzisiaj zacząlem, od przygotowania kominka do odpalenia po zachodzie słońca... Tęskniłem do śniegu i do kominka! Poważnie!!!!
Ale póki pamiętam to napiszę jeszcze co miałem zapakowane w motocyklu podczas wyprawy:
Przednia lewa sakwa: Olej do amortyzatora, dętka tylna, kubek metalowy, ketchup, musztarda, cebula, pomidorki pieczywo, i co tam do jedzenia na bieżąco. Czasami też browar ;-) Tutaj też miały miejsce magiczne szmatki, do napraw bieżących hihihi.
Przednia prawa sakwa: Butelka albo dwie wody mienaralnej, flacha alkocholu ( rum z reguły), litr soczku jabłkowego, czajnik do gotowania wody na ognisku, Olej do smarowania łańcucha.
Tankbag: Aparat fotograficzny, kamera, mapy, zapasowa szyba do kasku, pokrowiec na tankbaga, sztucce, czołówka, czasami zakupy jedzeniowe miękkie ( po podniesieniu na maksa torby), czasem kurtka kombinezonu Bundeswery, która mentalnie mnie wspomagała w deszczach ( przemakała i tak) .
Tylny Bagażnik: Karimata, i Bag Buse w którym mieściłem, śpiwór, namiot, buty, czasami browara i wino, plus przez połowe trasy tylna opona
Kufer lewy: Apteczka ( na szczescie niemal była zbędna), Zestaw leków, Papier toaletowy, zestaw narzędzi dodatkowych do motocykla, kufelek szklany, kosmetyczka, zestaw ładowarek, do kamery, komórki, zapasowe kluczyki i pilot do motocykla, klapki, podpinmki i membrany do ciuchów, jeżeli nie były na mnie, ściereczka, konserwy, proszek do prania, łyzka do opon, książka, kawałek łańcucha, dzwignie zmiany biegów - zapasowa,
Kufer prawy: pompka, ciuchy wszelakie, Jak spodnie , majtki, skarpety, koszulki, kalesonki, bluzy, ręcznik itp... Do tego dodałem tylko pompe paliwa warz z modułem sterującym ifiltrem paliwa.
a tak nawiasem Paliwo w Argentynie, Chile i Urugwaju, jest bez zarzutu, i nie wiem skąd nam sie wzięla obawa przed jakością!!!! |
|
sobota, 20 luty 2010, 02:40
Buenos Aires
|
W Buenos obudziłem sie nieprzytomny ! Może nawet nie przebudziłem się tylko odzyskałem przytomność o 9.30 rano! Niestety czas było wstawać... wszyscy jeszcze byli nieprzytomni, i znowu musiałem być tym niegodziwcem, który ich budzi... Potem zwiedzanie miasta przerwały nam ulewne burze! Zalało połowę miasta, a my w autobusie bez szyb... Jak dochodziłem już do hotelu, to mnie waliło, czy woda sięga mi do kostek czy do kolan... byle by nie do .... zresztą cały byłem i tak mokry... Na szczęscie woda cieplutka lała sie i z nieba i po ulicach... I zaczeła sie jazda z zamawianiem Taxi. Recepcjonista nawinał, że nie da rady, bo nie ma taksówek, centrale nie odbierają w ogóle telefonów, a para w drzwiach próbuje łapać taxi od godziny.... Pretor poszedł łapać w ulewie na rogu, a ja zacząłem knuć, jak tu ściągnąć Javiera, żeby nas zabrał na lotnisko w tej krytycznej sytuacji.... zacząłem pisać smska, ale Pretor wpadł z Taksówką uffff.... Pakujemy sie do niej i kierowca, od razu zwala nas z nóg ceną za kurs na lotnisko, oczywiście poza licznikiem... Nie ma sie jak targować.... dotarliśmy po prawie dwu godzinach... A teraz wylot się opóźnia...a w europie dwie przesiadki na styk!
|
|
czwartek, 18 luty 2010, 22:36
Ufffff! Po dwu dniach udało sie zakończyć odprawe cekną !
|
Jakoś tak drugiego dnia ( przypomnę , że pani spedytorka obiecała nam odprawę w kilka godzin, a niekilka dni), koło godziny 13tej, zaczęliśmy tracić nadzieje, że załatwimy to w czasie, aby zdążyć na samoloty i napisaliśmy list do Polskiej spedycji z informacją, że niestety ale jutro rano zostawimy motocykle byle gdzie i odlatujemy, nie mogąc czekać dłużej, oraz że prosimy o pomoc. Za godzinke, jak przyjechalismy do spedycji, okazało się, że sie uda dzisiaj odprawić! Hurrraaaa!!!! Tylko, że jesteśmy wredni, wstrętni i niedobrzy, że naskarżylismy i napisalismy wrednego maila... Chłopaki, zwalili wszystko na mnie.... i potem maja wrażenie, że uczestniczymy we włoskim strajku urzędu celnego, już o 18tej drugiego dnia odprawy, udało sie nam odejść radośnie w strone portu promów, mając nadzieje na złapanie ostatniego najdrożego promu do Buenos na dany dzień. Dotarliśmy do Buenos o 23.30, szybko zakwaterowaliśmy sie w hotelu i poszlismy zwiedzać okoliczne puby.... wow...
Jak myślicie, mail pomógł, czy jednak był niepotrzebnym zgrzytem? Dodam, że spedytorka już dzień wcześniej mówiła cos o kolacji pożegnalnej własnie kolejnego dnia, czym wzbudziła w nas panike, bo wtedy juz mieliśmy być w Buenos! ;-))
|
|
Komentarzy:
1
|
|
środa, 17 luty 2010, 17:36
Montevideo
|
Wczesna pobódka 5.00 Wyjazd - 6.15 Wschód słońca dopiero o 7 zastaje nas już jadacych na lotnisko po odnalezione bagaże Maćka! Odnalazły się! Potem jedziemy do spedycji. Wszyscy sa poza Tomkiem. Uf... na szczeście wiedzieliśmy że nocował już w tym mieście gdzieś,więc się nie bardzo marwiliśmy. Odsnalazł nas, po godzinie, jak staliśmy na głównym placu niezdecydowani, w której knajpie sporzyć piwko, zanim zaatakujemy znowu spedycję...
o 14tej znowu lipa.... dzisiaj sie nie da odprawić, a więc do jutra... tak to musi tak długo twać...
Moje zdanie na ten temat? Jedyny facio który lata po porcie i załatwia odprawę poza biurem pewno był zajety za mocno w ten dzień... ostatecznie jest jeden , a babek w biurze ze 4szt!
I tu mam pomysł na mały quiz! Pani ze spedycji, skasowała nas 120 USD za przechowanie 3 szt walizek w jakiejś tam przechowalni bagażu, ale żeby nie zapłacić dwa razy tyle, odebrała je ponoć 3 dni wcześniej, i ma je w domu do odbioru. Mieszka sama w starym domu. hm... Odbieramy, płacimy. Pytanie do was brzmi, czy miała je u siebie w domu i przechowalnia jest fikcją, czy to prawda co mówi, a my mamy myśli paranoidalne? Zasypiamy jednak przed odbiorem walizek, bo było sporo usypiaczy...potem zrywam sie na 10 minut przed umówionym terminem odbioru, lece na łeb i szyje żeby zdążyć, zaspany tak, jakby to była 3 rano.... zapominam nawet zabrać ze sobą chłopaków, na co wpadam już po 15 minutach drogi, prawie pod jej domem. Niestety nie mogąc sie rozerwać, nie odbieram ciuszków z pralni, co na szczęście robi Maciek, wielce na mnie o to obrażony. ;-)) 30 metrów trzeba było przejść.
|
|
Komentarzy:
2
|
|
poniedziałek, 15 luty 2010, 21:38
WTOREK San Jose de Mayo - aż do naszej ulubionej plaży nad Atlantykiem - 232km
|
| Luźny dzionek... docieramy na plaże, gdzie wylądowaliśmy Hyundajem. Piekna pogoda. Olbrzymie fale. Wlaczymy z nimi nagolasa... Bobrujemy motocyklami troszke po plarzy i podziwamy szeleństwa Windserfingów i Kiteów w zatoce.... Żałuje, że nie mogę zostać tu kilka dni na kurs... Kite, to jest moje kolejne zadanie domowe... Rozbijamy namioty przy szutrowej drodze nieopodal promu... troche nam już smutno... |

|
| O mnie |
|
| WendrownyRogal |
|
Kraków |
|
| Lepszy głupiec wędrujący po świecie, od Medrca który siedzi w domu. |
| Zobacz mój profil |
|
„Zaufałem drodze”
Zaufałem drodze
Wąskiej
Takiej na łeb na szyję
Z dziurami po kolana
Takiej nie w porę
jak w listopadzie spóźnione buraki
I wyszedłem na łąkę
stała święta Agnieszka
-nareszcie – powiedziała
-martwiłam się już
Że poszedłeś inaczej
Prościej
Po asfalcie
Autostradą do nieba
– z nagrodą od ministra
I że Cie diabli wzięli.
Tam, gdzie nie sięga wzrok
Gdy ruszyć chcesz
w najdalszą z dróg
Tam, gdzie nie sięga wzrok
Musisz wziąć oddech
i zrobić pierwszy krok
Choć w sercu lęk,
nie cofaj się
Tylko tak warto żyć
W chmurach gdzieś
lśni twój szczyt
Odważ się i idź
Świat kocha tych,
co śmiało idą pod wiatr
w nieznaną dal
Gdy ruszyć chcesz
w najdalszą z dróg
Tam, gdzie nie,
gdzie nie sięga wzrok
Musisz wziąć oddech
i zrobić krok
Gdy ruszyć chcesz
w tę najdalszą z dróg
Tam, gdzie nie sięga wzrok
Musisz wziąć oddech
i zrobić krok
Kiedy ruszyć chcesz
Niebieskie Ptaki ( RR)
Kiedy jadę drogą szeroką
I kiedy dobrze mi
Zbiornik pełny jest benzyny
I właśnie wstaje świt
ref:
Lecz, są takie niebieskie ptaki
które sprawiły to, że
Olbrzymi młot walnął mnie w czapę
I wybił z głowy ten sen
Kiedy leże sobie na piasku
I słońce grzeje mnie
Czuje sie wtedy jak Adam w raju
I myślę że nie jest źle..
Ref...Lecz...
A kiedy jadę sobie tramwajem
Spokojnie mija czas
I myślę sobie, że juz za chwilę Miłość połączy nas...
Ref...Lecz
I znowu droga cholernie kiepska
Benzyna kończy sie
Kieszeń pęcznieje mi od mandatów Motor dobija mnie...
Lecz, są takie cudowne chwile
które sprawiają to że
Wyruszam znów w szeroką drogę
Szybkość uwalnia mnie!
Kiedyś popełniłem taką piosenkę hihihi Księga gości
| Statystyki |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
4430
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
45
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
1
|
|
|
|